Włamywacz upatrzył sobie dużą, okazale się prezentującą willę. Odczekał kilka dni, aż końcu nadarzyła się idealna okazja na rabunek - właściciele wsiedli wieczorem do auta i odjechali. Złodziej, dość sprawny w swoim fachu, bez problemu wyłączył alarm i dostał się do środka.

Włączył latarkę i zaczął się rozglądać, gdy nagle usłyszał za sobą spokojny głos mówiący: "JEZUS PATRZY".

Wystraszony, obrócił się, ale nikogo nie zobaczył. Uznał, że chyba jest już za stary na taką pracę, ale co było robić, omamy czy nie, skoro już był w środku, trzeba było to wykorzystać. Skierował się w stronę mebli, gdy tuż za sobą usłyszał jeszcze wyraźniej: "JEZUS PATRZY". Porządnie wystraszony, zaczął świecić latarką po wszystkich kątach i w końcu odkrył właściciela głosu.

Żródło:Pixabay

Z ulgą stwierdził, że była to tylko papuga, która ciekawie mu się przyglądała. Rozbawiony swoją reakcją, złodziej podszedł do ptaka, a ten grzecznie się przedstawił: "Jestem Mojżesz, papuga". Włamywacz nie wytrzymał i wybuchnął gromkim śmiechem mówiąc na głos: "Kto normalny nazywa swoją papugę Mojżeszem?". Na co papuga odpowiedziała:

Żródło:Pixabay

"Ci sami ludzie, którzy nazywają swojego dobermana Jezusem".

Żródło:Pixabay

Rozbawiła Cię ta historia? Podaj ją dalej! :)