W 1324 odcinku "M jak miłość" Andrzejka dosłownie sparaliżuje strach. Potężny siłacz zacznie się bać własnego ślubu i o wszystkim powie Marcinowi (Mikołaj Roznerski).

- Marzenka, jak zwykle, postawiła na swoim i będzie dziki tłum gości. Jeszcze większy niż za pierwszym razem! Nie rozumiesz? Oni wszyscy byli świadkami mojej klęski i teraz tylko będą czekać na to, żeby coś się stało! Najdrobniejszy błąd, pomyłka… I zaraz zacznie się gadanie, że to zły znak, że fatum… że nie powinniśmy być razem. 
- Ty tak serio? Denerwujesz się takimi głupotami? - zdziwi się Marcin.
- No... Nie śpię, nie jem, nie uprawiam seksu… Sparaliżowało mnie, człowieku, ze strachu!

Chwilę później Lisiecki poślizgnie się na tarasie. Przerażona Marzenka szybko zadzwoni na pogotowie. Będzie się bała, że to poważny uraz kręgosłupa. Tymczasem badania wykażą, że wszystko jest dobrze. Chodakowski w szpitalu uwierzy przyjacielowi, że stres związany ze ślubem go przerasta.

Na szczęście Marzenka będzie miała głowę na karku i postanowi uratować całą uroczystość.

- Mam pytanie… Czy mógłbyś się ze mną ożenić jeszcze dzisiaj? Tylko świadkowie, ksiądz i my! 
- Ale... jak to? W takim stanie? Chcesz mieć męża, którym się trzeba będzie zajmować? - zdziwi się Andrzejek.
- Jeśli to jesteś ty, to… tak! 
- I tak po prostu, bez twojej rodziny, gości, weseliska? - Lisiecki zerknie na swoją wybrankę, a po chwili z radości chwyci narzeczoną w ramiona. I nagle „cudownie” ozdrowieje. - Boże, Marzenka, jaka z ciebie kochana dziewczyna!

Jeszcze tego samego dnia w Grabinie Marzenka i Andrzej spotkają się przed ołtarzem, a towarzyszyć im będzie tylko Marcin i Ula (Iga Krefft) w roli świadków.