– Mama Stefana bardzo się starała, żeby każde z ośmiorga dzieci wyszło na ludzi. Jednak on postanowił wychować się sam na podwórku – mówi nam jeden z sąsiadów rodziny. – Jak dostał odszkodowanie po ojcu, to już kompletnie mu odbiło. Ani myślał o pracy. Niedługo potem Stefan W. trafił do więzienia za napady na banki i słuch po nim zaginął – dodaje sąsiad.

Gdy w grudniu 2018 r. Stefan W. wyszedł na wolność, opowiadał dawnym znajomym o torturach, które miał przejść w więzieniu. – Mówił mi, że zamykali go w więziennej izolatce, włączali światła stroboskopowe i głośną muzykę. Po nich przez kilka dni nie mógł dojść do siebie. Opowiadał, że właśnie za to chce się zemścić – mówi sąsiad.

Kiedy miało dochodzić do tych tortur? Tego Stefan W. już nie powiedział. Nic na ten temat nie wspomina w rozmowie z Onetem „Profesor” – więzień, który siedział ze Stefanem W. w jednej celi. Ostatni raz widział go na początku 2017 r. Wówczas Stefan nie był agresywny, nie interesował się polityką i nie planował żadnej zbrodni. Koledzy spod celi traktowali go pobłażliwie, jako nieszkodliwego wariata.

Po prawie dwóch latach stał się kimś zupełnie innym. Nie wiadomo, co spowodowało tę przemianę. Z ujawnionej przez telewizję TVN24 notatki służby więziennej wynika, że Stefan W. z niechęcią wyrażał się o Platformie Obywatelskiej. „Po opuszczeniu zakładu karnego (...) wyjedzie do innego województwa, gdzie rządzi PiS, bo jest zwolennikiem PiS-u. Chciałby, by Jarosław Kaczyński został dyktatorem” – napisał więzienny wychowawca.

Gdy Stefan W. dźgał nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza (†53 l.), nie był pod wpływem narkotyków ani alkoholu.

Chory powinien być w szpitalu, nie w więzieniu

– uważają wybitni specjaliści

Paweł Moczydłowski (66 l.), były szef więziennictwa i profesor Zbigniew Ćwiąkalski (69 l.), były minister sprawiedliwości są zdumieni faktem, że Stefan W. po stwierdzeniu u niego schizofrenii nie został przeniesiony do szpitala.

2015 Po uprawomocnieniu się wyroku 5,5 lat więzienia za napady na banki Stefan W. został przeniesiony z aresztu śledczego w Gdańsku (gdzie miał status więźnia niebezpiecznego) do zakładu karnego w Malborku (woj. pomorskie). Po kilku tygodniach odsiadki zaczął mieć problemy psychiczne. Prawdopodobnie to wtedy zaczęła się jego choroba.

Wiosna 2016 Zaniepokojeni pogarszającym się stanem Stefana W. funkcjonariusze służby więziennej skierowali go do oddziału psychiatrii sądowej w więzieniu w Szczecinie (woj zachodniopomorskie). Tam zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną. MIał być badany aż 20 razy.

Komentuje Paweł Moczydłowski: Jeśli lekarze zdiagnozowali u niego schizofrenię paranoidalną, dyrektor zakładu karnego powinien był wtedy sporządzić wniosek do sądu o zmianę środka zabezpieczającego z więzienia na szpital psychiatryczny.

2016–2017 Stefan W. zgodził się na leczenie ale w pewnym momencie odmówił przyjmowania leków. Jego stan psychiczny znacznie się pogarsza.

Komentuje Paweł Moczydłowski: Zakład karny nie jest miejscem dla psychicznie chorych. Decyzja dyrekcji o pozostawieniu Stefana W. w więzieniu była bardzo ryzykowne. 2018 Stefan W. trafił do półotwartego zakładu karnego Gdańsk-Przeróbka. To więzienie, gdzie karę odbywają młodociani przestępcy lub tacy, który są skazani po raz pierwszy.

Komentuje prof. Zbigniew Ćwiąkalski: Panuje chaos informacyjny i trudno wyrazić jednoznaczną opinię. Pewne jest natomiast jedno: jeśli Stefan W. miał stwierdzone zaburzenia psychiczne, nie powinien był przebywać w zakładzie półotwartym.