- Czuję się ofiarą, bo wyrok skazujący mnie na więzienie dla wielu osób oznacza, że w sprawie Tomasza Komendy też jestem winny. Podawane są nieprawdziwe informacje, że już byłem przesłuchiwany w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości dotyczących Komendy. Nikt mnie nie wzywał, nikt nic ode mnie nie chciał – przekonuje Stanisław O. w rozmowie z Wirtualną Polską.

I dodaje: - Nie mogę wykluczyć, że mnie też będą chcieli obciążyć winą za skazanie Tomasza Komendy, bo takie jest społeczne oczekiwanie. Wykonywałem tylko swoje obowiązki i dziś zrobiłbym to samo. Sąd aresztował Tomasza Komendę na mój wniosek, ale przecież sędzia nie musiał tego wniosku uwzględniać.

Alkohol i kosmetyki

Stanisław O. twierdzi, że nikt nic od niego nie chce w sprawie Tomasza Komendy. Wkrótce się to zmieni. Śledztwo w sprawie nieprawidłowości dotyczących skazania i pobytu Tomasza Komendy w więzieniu prowadzi Prokuratura Okręgowa w Łodzi. – Prokuratorzy zajmujący się tą sprawą nie byli jeszcze wzywani, ponieważ prokurator nie zdecydował jeszcze, czy będą wzywani w charakterze świadka, czy też podejrzanego – mówi Wirtualnej Polsce prok. Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.

Stanisław O. został 1 marca skazany na pięć lat więzienia. Sprawę opisała jako pierwsza "Gazeta Wrocławska". Śledczy wykazali, że byłego już prokuratora miał korumpować Ryszard P., biznesmen znany w przestępczym półświatku Wrocławia. W ramach korzyści majątkowej miał przekazać on Stanisławowi O. 3 litry wódki, 5 butelek whisky, inne alkohole i posiłki "spożywane podczas spotkań towarzyskich", kosmetyki męskie, odzież, system ABS do auta volkswagen golf, zegarki, dwa telefony komórkowe – podała "Gazeta Wrocławska".

Nieprawidłowości w śledztwie?

- Nie wiem skąd wyciekły te informacje, sprawa była niejawna. Czuję się niewinny, ale nie mogę mówić o sprawie z uwagi na wyłączenie jawności. Ta sprawa kończy moje życie. Ten wyrok jest dla mnie fatalny. Mam 60 lat i to nie jest koniec. Na pewno będzie apelacja – zapowiada Stanisław O.

I przekonuje, że śledztwo w jego sprawie było prowadzone niezgodne z prawem. - Byłem traktowany bardzo źle, począwszy od aresztowania. Stosowano wobec mnie różne metody, żeby mnie zmusić do różnych rzeczy - mówi były prokurator. Tyle że to w sprawie śledztwa dotyczącego Tomasza Komendy toczy się teraz postępowanie prokuratorskie, a Sąd Najwyższy uniewinnił go od zarzutów, które postawił mu Stanisław O.

W ostatnich tygodniach bardzo pogorszył się stan psychiczny Tomasza Komendy.Powołany przez prokuraturę biegły psycholog stwierdził, że uniewinniony mężczyzna nie nadaje się do udziału w czynnościach. Śledczy przełożyli je o co najmniej kilka tygodni.

Pomaga renta

Tomasz Komenda na razie nie jest zdolny do podjęcia pracy. Utrzymuje się dzięki wsparciu rodziny. Co miesiąc otrzymuje także rentę specjalną, o którą wystąpił do premiera. Mateusz Morawiecki przyznał mu roczne wsparcie sięgające 3,5 tys. zł. W marcu kończy się okres przyznania świadczenia i obrońca Tomasza Komendy zapowiada kolejny wniosek do szefa rządu.

Ciało 15-letniej Małgorzaty K. znaleziono 1 stycznia 1997 r. niedaleko miejsca, gdzie bawiła się podczas Sylwestra. Brutalnie zgwałcona dziewczyna po kilku godzinach zamarzła, porzucona na niemal 20-stopniowym mrozie. Prokuratorzy stwierdzili, że sprawców było kilku. Zatrzymano jednak tylko Tomasza Komendę. Został skazany na 25 lat więzienia. W więzieniu przebywa jeden z oskarżonych w tej sprawie. Drugi został zwolniony z aresztu.