25-letnia matka i jej 3-letnia córka zostały porwane w Białymstoku. Dwaj mężczyźni siłą wciągnęli je do samochodu. Auto zostało wypożyczone na nazwisko ojca dziewczynki. Z nieoficjalnych informacji wynika, że to on może stać za porwaniem.

Trwają poszukiwania, a policja ogłosiła Child Alert. - Do pewnego momentu policja musi działać po cichu, ale ogłoszenie tej rzadkiej procedury pokazuje, że służby chcą pomocy społeczeństwa - mówi nam Jerzy Dziewulski, były policjant i ekspert ds. bezpieczeństwa.

- Child Alert uruchamia też czujność wszystkich policji w Europie. Jeśli tak się stało, to oznacza, że sprawa jest poważna i są przesłanki wyjazdu porywaczy i ich ofiar do innego państwa. Być może jest już bardzo prawdopodobnie wytyczony kierunek ucieczki - stwierdził.

Zdaniem Dziewulskiego sprawcy nie zdecydują się na wyjazd na wschód, poza strefę Schengen. - Musieliby przekroczyć zieloną granicę, a z 3-latką nie jest to łatwe - ocenia nasz rozmówca.

"Ważne są godziny"

- Nie jest wykluczone, że cała czwórka podróżuje pociągiem. Policja przez Child Alert stara się uruchomić media i społeczeństwo, bo teraz ważne są godziny - wyjaśnia ekspert.

- Sytuacja nie jest prosta, bo nie można włączyć w poszukiwania całej policji w Polsce. Wszystko zależy od rozpoznania planów tego porwania. Wygląda to na profesjonalne działanie i, że sprawcy ograniczyli liczbę ludzi wtajemniczonych w swoje działania - stwierdza Dziewulski.

Zauważa, że grupie ludzi z 3-letnim dzieckiem trudno "wtopić się" w tłum.

- Mamy monitoring, więc teraz z pewnością trwają analizy nagrań. Sądzę, że sprawcy zostaną niebawem złapani. "Agresja", w takim pozytywnym znaczeniu w tym wypadku, policji i społeczeństwa jest duża