Mężczyźni dzielili dwuosobową celę. Stefan W. był skazany na 5 lat za napady z bronią w ręku na banki.

- Zapytałem go, co ma zamiar zrobić, gdy wyjdzie na wolność. Myślałem, że może pójdzie na jakąś imprezę, a on powiedział, że zrobi coś dużego, by tu wrócić, bo nie da sobie rady na wolności. Mówił, że wszyscy o tym usłyszą - tłumaczył mężczyzna w rozmowie z reporterem radia.

I dodał, że nic nie wskazywało, że może zabić człowieka. - Czasami się mnie pytał, czy nie chcę się z nim siłować. Ja mówiłem, że nie, bo po co. Jak dowiedziałem się od wychowawcy z mojego oddziału, że będę z nim w celi dwuosobowej, czułem strach przed tym człowiekiem. Był szeroki w barkach, dobrze zbudowany, chyba każdy by się trochę przestraszył. Kiedy przebywałem ze Stefanem w celi, miałem wrażenie, że jest z nim coś nie tak, że ma inny pogląd na świat - kontynuował.

Skazany opowiadał też, że Stefan W. cały dzień oglądał telewizję i nic nie mówił, oraz trzymał wycinki z gazet przyklejone na kartkę A4. Wspomniał, że często narzekał na polityków i oglądał dużo programów informacyjnych.

- Chwalił się też tym, że psychiatra stwierdził u niego schizofrenię paranoidalną. Jak siedzieliśmy razem w celi dwuosobowej, było widać, że coś z nim jest nie tak, ale nie do tego stopnia, że ma schizofrenię. Nie brał żadnych leków. Jak pielęgniarka je przynosiła, to odkładał albo wyrzucał do toalety - podsumował mężczyzna w rozmowie z radiem Gdańsk.