Jarosław Kret przeszedł ciężki moment w swojej karierze i życiu. Stracił bliską osobę, pracę, a na horyzoncie pojawiały się tylko problemy. Przez to wszystko coraz częściej uciekał od świata, zaszywał się w swojej samotni i jedynie egzystował.

– Uciekałem. Z domu, od rzeczywistości. Szukałem cichego schronienia i samotności, ale długo nie wiedziałem, co mi dolega. Nic nie robiłem, nie miałem sił. Za dnia spałem, nocami oglądałem seriale (a co najśmieszniejsze - dziś wcale tego nie pamiętam). Coraz bardziej i bardziej zapadałem się w sobie – przyznał w wywiadzie dla „Dobrego Tygodnia", a to był dopiero początek.

W rozmowie Fakt24 Jarosław Kret przyznaje, że depresja jest wciąż trudna do zauważenia, nawet dla bliskich osób. A uświadomienie sobie tego, jak powszechna jest to choroba, to tylko wstęp do tego, aby umieć szukać pomocy. Dlatego zdecydował wesprzeć każdą inicjatywę, która ma przybliżyć temat choroby.

– Należy sobie uświadomić, że dzisiaj depresja jest tak powszechna jak grypa. Absolutnie jestem za tym, aby podejmować wszelkie możliwe akcje i działania edukacyjne, chętnie wezmę w nich udział, aby nie bać się mówić o tej chorobie. Aby bliscy osoby, która cierpi na depresje zauważali, że dzieje się coś złego, umieli reagować. Wiedzieli gdzie szukać pomocy.

- Nie chce robić z tego sensacji. Ta choroba wymaga mówienia o niej wprost i pokazywania, że można z tym walczyć i jakimi metodami – powiedział w rozmowie z Faktem.