Nic nie zapowiadało tragedii

To miała być wakacyjna wycieczka w góry. Dzieci w wieku od 9 do 15 lat wybrały się z Lublina pod Tatry. W niedzielę w godzinach popołudniowych grupa zameldowała się w jednym z pensjonatów na Harendzie w Zakopanem. W poniedziałek nad ranem okazało się, że jedna z 12-letnich dziewczynek nie daje oznak życia, dlatego zaniepokojone koleżanki zaalarmowały opiekunów kolonii.

Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe, niestety lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon. Wstępnie wykluczono, by do jej śmierci przyczyniły się osoby trzecie. Do Zakopanego jadą już rodzice dziewczynki.

Dzieci płakały

Po makabrycznym odkryciu w okolicy panowała przygnębiająca atmosfera. Dzieci nie potrafiły sobie poradzić z ogromną tragedią, jaka dotknęła ich koleżankę, część z nich płakała. Jak informuje Kuratorium Oświaty w Krakowie grupa została objęta opieką psychologiczno-pedagogiczną.

Na razie nie wiadomo, czy dzieci będą kontynuowały wypoczynek pod Tatrami, czy wrócą do domów.

Sprawą zajmuje się prokuratura

Postępowanie kontrolne w sprawie zgonu 12-latki wszczęło Kuratorium Oświaty w Krakowie, a ustaleniem przyczyn jej śmierci zajmuje się prokuratura. Nieoficjalnie mówi się o tym, że dziewczynka mogła mieć problemy z sercem, o czym nie poinformowano opiekunów wyjazdu - informuje Gazeta Krakowska. Rzecznik policji w Zakopanem, Agnieszka Szopińska dodaje, że wszystko zostanie wyjaśnione w toku trwającego śledztwa.